|
|
|||
|
| Główna | | Artykuły | | Fatwa | | Forum | | Chat | | Księga gości | | Linki | | Kontakt | |
|||
|
Pomimo
niezliczonych protestów przeciw zjawisku globalizacji, pozostaje ona wciąż
terminem kojarzącym się jedynie z ogólnymi pojęciami „wolnego
rynku” oraz z demonstracjami kończącymi się demolowaniem barów
McDonalda. Nie łączy się ich z obroną polityki, rozumianej jako dobro
wspólne, przed rządami prywaty biznesu, ani też ze sprzeciwem wobec
barbarzyńskiego niszczenia przyrody i życia na ziemi czy wobec ciągłego
pogarszania się jakości życia nie tylko w Trzecim Świecie, ale i w
coraz większych obszarach świata pierwszego. Zdesperowani ludzie zdają
się pytać: jeżeli jest coraz lepiej i ciągle "wzrastamy
gospodarczo" oraz "postępujemy technicznie" to dlaczego
jest coraz gorzej? Kim są beneficjenci globalizacji? Korzystają
na niej przede wszystkim wielkie ponadnarodowe korporacje, z których
największe dysponują obecnie większymi środkami niż średnio uprzemysłowione
kraje. W 1998 r. 60 tys. przedsiębiorstw ponadnarodowych kontrolowało
jedną czwartą światowej produkcji. 90 ze 100 największych pochodziło
z krajów Triady (USA, UE, Japonia). Ich stopień odpowiedzialności wobec
władz nawet największych państw jest znikomy, co więcej – to one
wywierają coraz większy wpływ na rządy i instytucje międzynarodowe.
Ale poza sukcesami wielkich koncernów, globalizacja to również ludzie
stojący na ich czele. W 1998 r. fortuna trzech najbogatszych mieszkańców
naszej planety przekraczała PKB 48 najbiedniejszych krajów. 20%
najbogatszych ludzi na Ziemi otrzymuje 85% globalnych dochodów. Dodatkowo
korzyści w każdym kraju odnosi także lokalna burżuazja powiązana z międzynarodowymi
koncernami. Jak działa ten proces? Kiedy
jakieś państwo ma trudności gospodarcze, przechodzi transformację (jak
Polska) czy poważny kryzys, pojawia się np. Międzynarodowy Fundusz
Walutowy, który proponuje pożyczkę, jednak pod warunkiem, że dany kraj
zgodzi się na zmianę polityki społeczno-gospodarczej na taką, którą
zazwyczaj określa tzw. program dostosowawczy zaprojektowany z kolei przez
Bank Światowy. W dziesiątkach tzw. mniej rozwiniętych krajów, w których
MFW oraz BŚ wprowadziły na przestrzeni ostatnich lat swe programy
ekonomiczne, mieszkańcy tych krajów obserwowali pogorszenie swojego
standardu życia, dewastację środowiska, spadające możliwości
zatrudnienia. Programy te polegają bowiem zwykle na obcinaniu wydatków
budżetowych, prywatyzacji i otwarciu kraju na eksploatację zagranicznych
inwestorów. Prawie zawsze dąży do zmniejszenia kontroli rządu nad międzynarodową
działalnością handlową wielkich firm. Nazywa się to liberalizacją. Oto
„sukces” Banku Światowego według jego własnych słów... „Zgodnie
z ostatnim studium Banku Światowego, absolutna liczba ludzi żyjących w
biedzie wzrosła w latach 90-tych w Południowej Azji, Ameryce Łacińskiej,
Afryce Subsaharyjskiej oraz Europie Wschodniej – czyli wszędzie, gdzie
wprowadzano programy dostosowawcze” [cytat za: Giovanni
Andrea Cornia, „Inequality and Poverty Trends in the Era of
Liberalization and Globalization” United Nations Millenium Conference,
Tokyo, 19-20 styczeń 2000] Oraz
w oczach krytyków... „Programy
dostosowawcze są mechanizmem przenoszącym skutki błędów ekonomicznych
i finansowych Północy na Południe i z elit Południa na społeczeństwa
Południa. Jest to również sposób kontynuacji kolonialnych wzorców
ekonomicznych, które Północ chce rozwijać w okresie postkolonialnym.
Kraje Południa są obecnie bardziej zależne niż kiedykolwiek. BŚ i MFW
odgrywają wobec nas rolę ex-kolonialnego władcy.”
- Martin
Khor, Third World Network, Malezja “W
latach osiemdziesiątych mniej pieniędzy wędrowało z Północy na Południe
w postaci zysków i inwestycji niż z Południa na Północ w postaci obsługi
zadłużenia, przepływu kapitału, zysków transnarodowych korporacji i
prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych. Faktycznie kraje Południa
dotują kraje Północy.”
- David Abdullah, Związek Narodowy Przemysłu Naftowego,
Trynidad i Tobago Skutki
procesów zwanych globalizacyjnymi nie ograniczają się jednak do krajów
trzeciego świata; również mieszkańcy „świata pierwszego” odczuwają
coraz bardziej pogarszającą się jakość życia, na które przestajemy
mieć wpływ. W coraz mniejszym stopniu od nas zależy wybór żywności
jaką spożywamy – czy chcemy spożywać soję z drugiego końca świata;
czy chcemy jeść pokarmy genetycznie modyfikowane. Coraz bardziej zanika
nam wolność wyboru pomiędzy wielkim hipermarketem a małym ale bardziej
przyjaznym sklepem. Już nie od nas zależy to czy w pobliżu naszego domu
nie powstanie autostrada lub czy na dachu pobliskiej szkoły nie stanie
przekaźnik którejś z sieci telefonii komórkowej. Teoria „wolnego
rynku” nie bierze pod uwagę, iż pozaekonomiczne (m.in. kulturalne,
moralne, ekologiczne) koszty takiego modelu gospodarczego okazują się
niejednokrotnie wyższe niż korzyści. Optymistyczne doniesienia o
„rozwoju” i „wzroście gospodarczym” oparte są na oderwanych od
rzeczywistości analizach ekonomicznych: „(...)
PKB to szalony system rachunkowy, w którym wszystko się dodaje, a
niczego nie odejmuje. Do jednego worka wrzuca się wszystko, co się
wydarza w gospodarce (a przynajmniej w jej upieniężnionej części),
wychodząc z archaicznego założenia, że ludziom żyje się tym szczęśliwiej
i bardziej dostatnio, im częściej pieniądz przechodzi z rąk do rąk.
Jeśli zostałeś kaleką w wyniku karambolu, przebyłeś wyczerpująca i
kosztowną sprawę rozwodową lub zainstalowałeś filtry w domu, ponieważ
woda w kranie nie nadaje się do picia, przyjmij wyrazy uznania. Dałeś
bowiem ekonomistom powód do radości i przyczyniłeś się do wzrostu PKB
(...) Operacje na otwartym sercu powiększają PKB znacząco bardziej niż
prosta dieta i zdrowy tryb życia, które mogą im zapobiec. Prozac powiększa
PKB, natomiast wyeliminowanie źródeł depresji w naszym życiu –
niekoniecznie.” Jonathan Rowe Tym,
co przestaje grać, jest globalny model ekonomiczny – u podstaw problemów
związanych z globalizacją leżą skutki bezmyślnego powielania tych
samych wzorców niezależnie od kultury, tradycji, lokalnej gospodarki czy
środowiska naturalnego. Przemiany ekonomiczne w nieunikniony sposób pociągają za sobą dość poważne przeobrażenia kulturowe. Lokalne tradycje zanikają pod naporem zachodniego konsumpcjonizmu, mody i trendy sztucznie kreowane przez specjalistów od marketingu stają się bardziej atrakcyjne niż własne dziedzictwo, sztuka czy religia. “Miesiąc
temu doznałem szoku kiedy odwiedzałem niezurbanizowane regiony
Indonezji. Ubodzy ludzie mający problemy nawet z takimi potrzebami jak
jedzenie praktykują kulturę MTV i Hollywood. Noszą identyczne ubrania
jakie nosi się w Londynie, starają się żyć tak samo jak mieszkańcy
krajów zachodnich
ale wystarczy odwiedzić
ich dom żeby przekonać się, że daleko im do standardu życia jaki mają
ludzie w Europie. Konsumują więc tylko to co w zachodniej kulturze
najbardziej zepsute. Jest to bardzo smutne kiedy ludzie nie mogą
konsumować własnej kultury.” - Hujjatul
Islam Dr. Saied Reza Ameli Mamy
do czynienia z zupełnie nową formą
bałwochwalstwa – miejsce dawnych bożków zajmują coraz to nowsze
produkty, pieniądze, materialistyczne ideologie czy idole muzyczni.
Telewizor staje się ołtarzem, niedzielna wycieczka do hipermarketu rytuałem,
a logo tej czy innej firmy urasta do rangi nowego bóstwa. Ruch antyglobalistyczny jest obecnie największym ruchem społecznym na świecie. Mają w nim swoje miejsce przeróżne tendencje polityczne, grupy społeczne czy nawet religijne, z których każda wnosi do niego swoją koncepcję rozwiązania udowadniając, że istnieje wiele alternatyw dla obecnego kierunku przemian zachodzących na świecie. Jako Muzułmanie również mamy do przedstawienia poważne koncepcje rozwiązań wynikające z Islamu – zarówno w sferze ekonomicznej, społecznej jak i kulturowej. Nie możemy globalizacji ignorować – proces ten bowiem w znacznym stopniu dotyka milionów naszych braci i sióstr w krajach azjatyckich czy afrykańskich, a powoli zaczyna dotykać również nas wszystkich. Część myślicieli muzułmańskich poprzestaje na stwierdzeniu, iż należałoby wystosować głos sprzeciwu dopiero kiedy globalizacja przybierać będzie formę nie do zaakceptowania. W stwierdzeniu tym jest sporo słuszności – globalne przemiany same w sobie nie muszą oznaczać niczego złego, wszystko zależy od kierunku jaki obiorą. Jest ono jednak już nieco spóźnione – wiemy już bowiem kto na globalizacji korzysta a kto traci; JUŻ jest ona nie do zaakceptowania. “Obserwujemy dziś szeroki ruch antyglobalistyczny wśród socjalistów. Nie widzimy jednak żadnego ruchu przeciw globalizacji w krajach muzułmańskich. Jest to bardzo smutne ponieważ oznacza to, że nie rozumiemy co się dzieje. Jeśli ktoś nie wie z czym ma do czynienia, nie będzie w stanie tego powstrzymać.” - Hujjatul Islam Dr. Saied Reza Ameli
Wykorzystano materiały z magazynu Obywatel nr 1/2000. http://www.obywatel.org.pl
|
|||
|
|