|
|
|
| Główna | | Artykuły | | Fatwa | | Forum | | Chat | | Księga gości | | Linki | | Kontakt | |
|
POZNAĆ BOGA Postęp w sferze religii Przekonania religijne człowieka,
podobnie jak filozofia, nauka i sztuka, ewoluowały na przestrzeni
stuleci. Początki religii, która stanowi od zarania najgłębiej przeżywaną
sferę doświadczeń ludzkości, giną w pomroce dziejów. Postępowi umysłowemu
i duchowemu towarzyszył rozwój języka, pisma i umiejętności
kierowania przyrodą. Warunki życia – zwykłą koleją rzeczy –
zmieniały się to na lepsze, to na gorsze. Powstały niezliczone religie
i bóstwa, przedstawiane najpierw w postaci zoomorficznej, później zaś
antropomorficznej. W ten sposób baśniowy świat mitologii kierował się
krok po kroku ku temu, co metafizyczne, duchowe, transcendentne, ku
niepodzielnej rzeczywistości Absolutu. Nauka i religia miały równie skromne początki.
Można się spierać, co przyszło człowiekowi trudniej: czy doskonalenie
swojego życia duchowego, czy rozwój wiedzy praktycznej. Rzeczy łatwiej
akceptować niż idee, świat widzialny łatwiej pojąć niż to, co
niewidzialne. Muszą upłynąć wieki by umysł ludzki wspiął się na wyżyny
pozwalające na poznanie Boga. Słońce, ukazujące się co dzień na
niebie, znane jest każdemu. A jednak jego skład i budowę zrozumiano
dopiero po przebadaniu niezliczonych hipotez. Chociaż słońce nie
przestawało świecić, prawda ukryta za owymi przypuszczeniami pozostawała
w ciemności. A mrok nie był wynikiem nieudolności czy skażenia umysłu,
gdyż nauka była tak samo zacofana jak i filozofie i wierzenia naszych
przodków, toteż musiała się rozwijać przez negację mitów i przesądów. Mity i legendy dały dzikim plemionom świadomość
religijną i rozwinęły ich moralność. Filozofia osiągnęła stopniowo
poziom, na którym możliwe stało się pojęcie jedności i porządku
stworzenia oraz dostrzeżenie matematycznej doskonałości, jaka cechuje
relacje między zjawiskami naturalnymi. Człowiek doszedł na tej
podstawie do wniosku, że wszystko jest posłuszne woli Stwórcy,
pojedynczego i wyjątkowego, Istoty Całkiem Spoza Świata, niepodobnej do
niczego, co widzialne. Zrozumiał, że każdy skutek ma odrębną przyczynę
i że musi istnieć niezależna praprzyczyna każdego zjawiska. I poszedł
nawet dalej. Ludzie wyobrażali sobie pierwotnie, iż stwórcami zjawisk są
istoty mające postać lub wygląd zwierząt. Później przypisywali
zdolności sprawcze człowiekowi oraz duchom pozbawionym ciała i dopiero
na końcu doszli do koncepcji Boga. Badania nad wszystkimi kulturami i epokami
wskazują, że taki postęp wyraża kwintesencję natury ludzkiej, najgłębszą
istotę języka, myśli i obyczajów. Cechą odróżniającą człowieka od
zwierząt jest rozum. Potęgę rozumu przejawia już nowo narodzone
dziecko. Rozwojowi fizycznemu niemowlęcia towarzyszy postęp duchowy:
kształtuje się wyobraźnia i postrzeganie, pojawia się umiejętność
abstrakcyjnego myślenia. Umysł dziecka należy pielęgnować i ćwiczyć
tak samo jak ciało. Podobnie dzieje się na płaszczyźnie społecznej:
zbiorowy dorobek myślowy ludzkości w sferze filozofii, nauki i sztuki
musi ulegać takiemu samemu wzbogaceniu jak kultura materialna i
polityczna zorganizowanych społeczeństw. Na przestrzeni tysiącleci ludzkość
wypracowała niezliczone idee, które stopniowo pogłębiały się i
komplikowały. Dorobek intelektualny człowieka stał się w końcu na
tyle bogaty, że zrodziły się przekonania religijne. Był to dla ludzkości
wielki krok naprzód, podobnie jak każde poprzednie odkrycie. Rozpoczęła
się nowa era w dziejach świata, a egzystencja ludzka nabrała sensu dzięki
poszukiwaniu wartości do tej pory nieznanych. Jakkolwiek badania historyczne dowodzą
niezbicie, iż świadomość religijna to jedna z najstarszych cech umysłu
ludzkiego, genezę przekonań religijnych przedstawia się niekiedy
inaczej. Niektórzy przyjmują, że ludzkość zwróciła się ku religii
dlatego, iż czuła się słaba i bezsilna w obliczu kataklizmów przyrody
oraz dzikich zwierząt. Religii nie sposób jednak tłumaczyć słabością.
Bezsilność nie jest źródłem wiary. Ludzie najgłębiej wierzący to
nie wątli słabeusze. Święci i prorocy, którzy pchnęli ludzkość ku
Bogu, nie mieli sobie równych pod względem determinacji, woli, siły
charakteru i głębi przekonań. Skąd czerpali moc, by z takim uporem
prowadzić świętą wojnę przeciwko pysze, złu i zepsuciu? Czyż
znosili okrutne prześladowania i tragedie osobiste dlatego, że
spodziewali się korzyści materialnych lub sukcesów politycznych? O nie! Siła niezbędna do wiary nie bierze się z
bezsilności. Szlachetni krzewiciele religii nie podjęli swego posłannictwa
wskutek poczucia niższości czy słabości. Wiara jest tym silniejsza, im wyraźniej
dostrzegamy wspaniałość stworzenia, im głębiej pojmujemy zagadki
wszechświata. Religia to nie choroba. Któż jest
zdrowszy niż człowiek poszukujący prawdy o świecie i sobie samym?
Wszak choroba powoduje, że zapominamy o wszystkim oprócz własnego bólu
i udręki. Przekonania religijne to temat zbyt
obszerny, by go wyczerpać w jednej rozprawie. Badaniu owej niezmierzonej
krainy można poświęcić całe życie. Nawet to jednak nie wystarczy,
aby poznać ją do końca, podobnie jak nie da się zrozumieć w pełni
innych aspektów natury ludzkiej. Skarbów wiary nie sposób wyliczyć w
jednym traktacie, tak samo jak najgłębszych uczuć rządzących ludzkim
sercem. Żadnego z nich nie można zdefiniować zadowalająco. Na przykład
„miłość” to coś więcej niż „uczucie do drugiego człowieka”,
„oczarowanie pięknem”, „altruizm” ani nawet połączenie tych
trzech elementów. Któż zdołałby zgłębić całą istotę miłości?
A cóż dopiero wyjaśnić naturę bytu i zagadkę jego niepodzielnego
istnienia! Medycyna, oparta początkowo na zabobonach
i magii, stała się pożyteczną nauką. Podobnie było z chemią, której
podwaliny stworzyła fantazja alchemików. Każda gałąź wiedzy zaczyna
się nieuchronnie od mylnych hipotez i na zasadzie prób i błędów
dochodzi stopniowo do prawdy. „Istnieją religie fałszywe” – można
by powiedzieć. Zgoda, lecz nie dowodzi to wszakże nieistnienia Boga, choć
argumentem tym posługują się Jego wrogowie. Błędy te to tylko potknięcia
ludzkości na drodze do prawdy. Bertrand Russell twierdzi, że źródłem
religii jest strach – strach przed nieznanym, przed śmiercią, przed
zatratą, przed tajemnicą. Russell nie wspiera swojej tezy żadnymi
argumentami ani nie odpowiada na pytanie: „Skoro strach skłonił człowieka,
by zwrócić się ku Stwórcy, to czy dowodzi to nieistnienia Stwórcy?”
Nawet gdyby człowiek odkrył Boga ze strachu, czyż neguje to istnienie
Boga? Czyż motyw jakiegokolwiek odkrycia może stanowić dowód jego
nieprawdziwości? Skoro lęk przed piorunami doprowadził do odkrycia
elektryczności, to czyż elektryczność nie istnieje?! Prawdą jest, że przejawy wiary we
wszechwiedzącą, wszechmocną Opatrzność są szczególnie wyraźne w
chwilach nieszczęść i kataklizmów. To odrębna kwestia. Zupełnie
innym zagadnieniem jest jednak pytanie, czy to właśnie bojaźń obudziła
w ludzkości wiarę w Boga. Oba te problemy należy rozpatrywać osobno. Poszukiwanie Boga rodzi się z naszej istoty W umyśle każdego człowieka zakodowane są
pewne aksjomaty, prawdy podstawowe. Mają one charakter wrodzony. Nikt go
ich nie nauczył, choć szkoła mogła je później sformułować. Odnosi
się to do wszystkich ludzi, zarówno wykształconych jak i nie. Na przykład
twierdzenie „całość jest większa niż część” nie wymaga żadnego
dowodu i jest zrozumiałe samo przez się. Nauka i filozofia stanowią
jedynie rozwinięcie pewników tego rodzaju. Kiedy człowiek przestaje o
nich pamiętać, zaczyna kwestionować oczywistość. Jednym z wrodzonych
instynktów człowieka jest wiara w Boga. Istnienie Stwórcy nie ulega wątpliwości,
gdy człowiek zapomina o wszelkich uprzedzeniach religijnych i
antyreligijnych, a następnie otwiera szeroko oczy, by przyjrzeć się
wszechświatowi. Zauważa wówczas od razu, iż jest cząstką niekończącego
się pochodu istnień. Chcąc nie chcąc wyruszył z punktu, którego nie
wybrał, i chcąc nie chcąc podąża do celu, którego nie zna. W jakiś
niepojęty sposób stał się mimo woli elementem uniwersalnego porządku,
jaki stanowią byty znajdujące się w ruchu. Obserwacja różnorodności
świata przekonuje go, iż musi zachodzić związek między owym porządkiem
a samym człowiekiem. Wyczuwa, że poza stworzeniem istnieje niewidzialna
potęga, która świadomie kieruje ruchem wszechbytu, kreując w nim
uniwersalny ład. Człowiek, choć jest nieskończenie małą cząstką
nieskończenie różnorodnego świata, posiada wiedzę, siłę i wolę.
Wnosi stąd, iż czyjaś wiedza, siła i wola – choćby niewidzialne i
należące do zupełnie innego wymiaru – stwarzają, utrzymują przy życiu,
a w końcu niszczą każdą żywą istotę bez żadnego jej udziału. Prawdziwość owego wrodzonego aksjomatu
umysłu potwierdza obserwacja, która dowodzi, że nic nie dzieje się bez
siły sprawczej. W stronę źródła dźwięku lub ruchu zwraca się
instynktownie nawet nowo narodzone dziecko, które nie słyszało nigdy dźwięku
ani nie widziało ruchu. Życie praktycznie rządzi się tą samą zasadą
co nauki przyrodnicze, gdzie przyjmuje się, że każdy skutek ma przyczynę.
Zasada przyczynowości nie dopuszcza wyjątków.
We wszystkich dziedzinach nauki – w geologii, fizyce, chemii, genetyce,
ekonomii i innych – mamy do czynienia z obserwacją zjawisk, których
przyczyny i współzależności należy następnie określić. Matematyka,
najdokładniejsza z nauk, formułuje twierdzenia, przedstawia ich dowody,
po czym wyciąga wnioski w postaci kolejnych twierdzeń. Matematyk, który
arbitralnie zastąpiłby w równaniu plus minusem lub wstawiłby dodatkową
liczbę, byłby tylko ignorantem. Motorem wszelkiego postępu są w
istocie rzeczy badania odkrywające przyczyny najrozmaitszych zjawisk i
wykorzystujące prawa natury dla potrzeb człowieka. Gdybyśmy umieli wskazać choć jeden
przypadek spontanicznej kreacji bytu z niebytu, moglibyśmy przyjąć, iż
takie zjawiska są możliwe. Przeczy temu jednak zasada zachowania materii
i energii, sformułowana przez nauki przyrodnicze, które przyjmują, że
nic nie dzieje się wbrew prawom natury. Każdy eksperyment potwierdza
uniwersalną prawdziwość zasady przyczynowości, a ktokolwiek twierdzi
inaczej, depce prawa naukowe, fundamentalne zasady logiki i przykazania
Stwórcy. Wrodzone aksjomaty umysłu ludzkiego są
poniekąd pokrewne instynktom przejawianym przez zwierzęta. Instynkt
pozbawiony ograniczeń związanych ze swoim pochodzeniem może przekroczyć
barierę zmysłów, badać to co nieskończenie małe i nieskończenie
wielkie, to co nieznane i niewidzialne. Świadomość prawd podstawowych
wiąże się z ładem natury i przeciwstawia się zarówno krzykliwym błazeństwom
proponowanym przez zacietrzewionych pseudofilozofów i pseudonaukowców,
jak i namaszczonym kazaniom bigotów. Człowiek ma obowiązek przyjąć
owe aksjomaty, odrzucić wszelkie przyziemne motywy i dążyć bez wahania
do prawdy. Wrodzone światło rozumu nie jest wyłącznym przywilejem żadnej
rasy ani kultury. Płonie ono w każdej istocie ludzkiej na całym świecie,
zarówno na wschodzie jak i na zachodzie. Nie zostało wszczepione przez
środowisko, szkołę, religię ani propagandę, lecz ma charakter
naturalny. Przykładem innego instynktu tego rodzaju jest miłość
macierzyńska. A jednak czynniki kulturowe i środowiskowe
mogą wpływać na wrodzoną świadomość prawd podstawowych, niekiedy je
podkopując, a niekiedy wspierając. Ludzie, którzy nie wyparli się
swojej natury, ludzie wierni sobie samym i nie ulegający konwencjom epoki
zachowują wiedzę wrodzoną, której nie zniekształciły popularne
slogany ani modne idejki. Są oni w stanie słyszeć swój głos wewnętrzny
i odróżniać dobro od zła, prawdziwe wierzenia religijne od fałszywych.
Ateizm, który wypacza istotę natury ludzkiej nie ma do nich przystępu,
gdyż ich osobowości mają charakter spoisty. Jeśli komuś takiemu
powiedzieć: „We wszechświecie panuje chaos, a wszystkim rządzi ślepy
traf”, nie można go przekonać nawet ozdobną retoryką i pozornie
logicznymi wywodami. Człowiek taki odrzuca wszelkie podobne poglądy, gdyż
słucha swojego wewnętrznego głosu, dającego poczucie absolutnej pewności.
Daimonion, który ostrzegał
Sokratesa przed złem, znany jest w Islamie jako fitrat,
czyli wrodzony zmysł prawdy i dobra. A mimo to współczesna pseudofilozofia
snuje pajęczą sieć absurdalnych idei, chwytając swoje ofiary w matnię
sceptycyzmu. Zaślepieni ignoranci zastępują czyste światło
naturalnego rozumu kalejdoskopem barwnych świecidełek. Pyszniąc się
swoją uczonością, patrzą na wszechświat przez pryzmat własnych poglądów
i uznają oglądany przez siebie obraz za rzeczywistość. Nie są w
stanie odróżnić jasnego płomienia wiedzy od kolorowych, lecz bezwartościowych
szkiełek fantazji. Nie znaczy to oczywiście, że wystarczy
samo pielęgnowanie intelektu, by uodpornić się na wszelkie złe wpływy.
Chodzi raczej o to, iż człowiek nie powinien stawać się niewolnikiem mód
filozoficznych oraz upajać się przesadnie rozwojem technologii. Każde
odkrycie naukowe powinno stanowić kolejny szczebel na drabinie postępu.
Ludzkość podąża powoli wzwyż, uwalniając się od konwencji myślowych
narzucanych przez poszczególne epoki. W języku perskim używamy arabskiego słowa
fitrat na oznaczenie wewnętrznej
busoli, z którą rodzi się każdy człowiek. Bertrand Russell, który
twierdzi, że źródłem religii jest strach, stawia całą sprawę na głowie.
To nie strach tworzy wiarę, lecz wiara wspomaga ludzi w chwilach trwogi.
Kiedy natykamy się na nieprzezwyciężone problemy i trudności, kiedy
zawodzą wszelkie dostępne środki, gdy wyczerpują się możliwości
działania, kiedy toniemy w morzu trosk i zagraża nam śmierć, wówczas fitrat,
nasz głos wewnętrzny, każe nam szukać ucieczki w świecie
niematerialnym. Zwróciwszy się ku Jedynemu, Miłosiernemu, który
posiada nieograniczoną władzę, stwierdzamy, że jest On
w stanie zrobić dla nas o wiele więcej niż myślimy. Kierując
naszymi losami, Bóg ocala nas przed śmiertelnym niebezpieczeństwem.
Kiedy tylko przepełnia nas cierpienie lub wdzięczność, cała nasza
istota zwraca się ku Opatrzności. Tak, to właśnie poczucie niebezpieczeństw
związanych z samotnym życiem na ziemi podsyca w człowieku światło
wewnętrzne i wyzwala wiarę w Boga. Owo światło wewnętrzne, płonące w
najtajniejszym zakątku serca ludzkiego, jest źródłem siły duchowej.
Nawet materialiści – obojętni, pyszniący się swoimi wpływami, ślepi
na niezmierzoną moc Boga – stanąwszy wobec przeciwności, klęsk i
niepowodzeń, zwracają się do Jedynego, którego istnieniu przeczyli,
gdy wyparli się samych siebie i zeszli na manowce ateizmu. Kiedy spotka
ich nieszczęście, sercem i duszą poszukują Tego, który dał początek
wszechbytowi i stanowi źródło wszelkiej potęgi. Ateizm i politeizm w każdej swojej
postaci, od czystej idolatrii i prymitywnego animizmu do bałwochwalczego
kultu techniki, biorą się właśnie z lekceważenia fitrat. Aby uchronić ludzkość przed owymi błędami, aby wspomóc
fitrat oraz rozum, potrzebna
jest łaska Boża i światło objawienia. Wewnętrzny niepokój, tęsknotę za Bogiem
stanowiącą istotę fitrat,
podsycają prorocy. Ich pierwsi uczniowie byli ludźmi o czystym sercu, głębokiej
mądrości i nieskażonym fitrat.
Przeciwstawiali się im próżni zarozumialcy polegający na własnym
rozumie, bogactwie lub władzy. Pewien filozof stwierdził, że „prawo
podaży i popytu obowiązuje również w etyce”. Gdyby potrzeba religii
nie stanowiła immanentnej cechy natury ludzkiej, nauki głoszone przez
proroków przeszłyby bez echa. Jak wiadomo, było jednak zupełnie
odwrotnie i każdy prorok pozyskał licznych stronników. Dowodzi to, że
pragnienie wiary jest istotą człowieczeństwa. Wszyscy prorocy głosili
chwałę Jedynego, którego istnienie nadaje sens naszemu życiu. Bałwochwalstwo, prymitywny kult Słońca,
Księżyca, gwiazd i sił natury wyraża w nieokrzesanej formie wyższe
aspiracje człowieka i jest świadectwem wielkiej potrzeby serca –
potrzeby Jedynego Boga, którego należy czcić. Wczesne stadia religii były
podobne do wczesnych stadiów nauki, gdy zajmowała się ona magią i
niesprawdzonymi tworami bujnej wyobraźni. Stanowiły pierwsze kroki na
drodze do uznania Istoty Całkiem Spoza Świata, Kwintesencji i Praźródła
Wszechbytu. Były to miraże, które powstały z woli Najwyższego i
Niepojętego, by przyciągnąć serca ku chłodnym, odświeżającym
zdrojom Jego łaski. Chociaż opierały się na fałszu, przemawiały do
najgłębszej istoty człowieka, gdzie żył wrodzony niepokój, którego
można się wyzbyć tylko dzięki czystemu monoteizmowi. W minionym wieku – czternastym wieku ery
muzułmańskiej, który skończył się w 1979 roku po Chrystusie (as) [1]
–
religia stała się przedmiotem głębokich studiów naukowych. Dokonano
przełomowych odkryć, które są nadal tematem gorących dyskusji i sporów,
lecz już teraz pozwalają na wyciągnięcie ważnych wniosków.
Religioznawstwo porównawcze i historyczne, wspomagane przez socjologię,
archeologię, antropologię i psychologię, rozkłada instynkt religijny
na czynniki pierwsze, które można po kolei analizować. Studia nad ludzką podświadomością
zapoczątkował Zygmunt Freud oraz jego kontynuatorzy Adler i Jung. Zapuściwszy
się w głębiny psychiki człowieka, odkryli oni pewne niezwykłe
zjawiska, które mają charakter wrodzony. Jednym z nich okazał się
instynkt religijny, wpływający na całą osobowość i kształtujący
percepcję, motywację oraz strategię podejmowania decyzji. Powstała w
ten sposób nowa dziedzina badań, mająca na celu rozwikłanie zagadki
zmysłu religijnego. Odkrycia te przekonały uczonych, iż
religijność jest istotą natury ludzkiej: czymś wrodzonym, pierwotnym,
fundamentalnym. Człowiek nie jest bez niej człowiekiem. Nie da się jej
niczym zastąpić. Stanowi połączenie wrodzonej pewności i poznania
intelektualnego. Jej źródło leży w głębinach ducha. Dzięki niej człowiek
staje się świadomy samego siebie i otaczającego go świata. W naturze ludzkiej zakodowane są także
inne pokrewne jej instynkty:
Podstawą trzech powyższych instynktów
jest zmysł religijny, wyrażający się w tęsknocie za świętością i
uduchowieniem. Koncepcja Boga zaspokaja wszystkie potrzeby
człowieka, wiążące się zarówno z rozumem, jak z uczuciami. Intelekt
poszukuje Boga na drodze logicznego rozumowania, serce na drodze miłości.
Filozoficzne dowody istnienia Boga
proponowane przez Kartezjusza i Tomasza z Akwinu przemawiają do umysłu
ludzkiego. Współczesna nauka odrzuca jednak wszystko, czego nie da się
potwierdzić eksperymentalnie. Mistycy, jak Pascal, odkrywają Boga za pomocą poznania intuicyjnego. Pascal pisze: „Boga czuje serce, nie rozum. Oto co jest wiarą: Bóg dotykalny dla serca, nie dla rozumu" [2]. Will Durant twierdził: „Religia jest
sprawą naturalną, zrodzoną bezpośrednio z naszych instynktownych
potrzeb.” Doktor Alexis Carell napisał: „W głębi
każdego z nas tkwi wrodzony zmysł mistyczny. Człowiek potrzebuje Boga
tak samo, jak potrzebuje wody.” W latach dwudziestych obecnego stulecia ery
chrześcijańskiej doktor Rudolf Otto wyraził pogląd, iż rozum oraz fitrat
dopełniają się nawzajem, prowadząc do odkrycia Boga oraz Jego atrybutów,
które znajdują swoje niedoskonałe odbicie w człowieku. Żyjemy w erze podboju kosmosu. Do trzech
wymiarów ziemskich dodaliśmy czwarty, kosmiczny. Do trzech podstawowych
wymiarów duszy ludzkiej – prawdy, dobra i piękna – także należy
dodać czwarty wymiar – świętość. Wszystko wskazuje, iż jest on
fundamentem trzech pozostałych. To, że w każdej epoce usiłowano
propagować idee materialistyczne, nie zmienia faktu, iż świadomość
religijna ma charakter wrodzony. Ateistyczny materializm wyznaje
nieliczna, lecz hałaśliwa mniejszość buntująca się przeciwko
zasadzie ucieleśnionej w ogromnej większości ludzi. Chociaż poglądy
metafizyczne są rzeczą naturalną, nie ma reguł bez wyjątków. Materializm filozoficzny narodził się pod
koniec siódmego wieku przed Chrystusem (as). Jego głównymi
przedstawicielami byli Tales (624-577), Heraklit (540-480) oraz współczesny
mu Demokryt. Jednym z najbardziej wpływowych filozofów tej szkoły był
Epikur, żyjący na przełomie czwartego i trzeciego wieku przed
Chrystusem (as). A jednak nawet tych myślicieli nie sposób
nazwać absolutnymi materialistami. Jak wiadomo, Tales przypisywał
wszystkim przedmiotom materialnym cechy duchowe, Heraklit zaś pisał o
Boskim rozumie działającym we wszechświecie. Materializm filozoficzny rozkrzewił się w
Europie dopiero w siedemnastym wieku po Chrystusie (as), choć i to nie
jest wcale takie jednoznaczne. Jan Jakub Rousseau nazywany bywa to
materialistą, to deistą. Prawdą jest, że krytykował kościół, i może
właśnie dlatego przeciwnicy oskarżyli go o materializm. Pisarz egipski Farid Wadżdi przytacza następujące
słowa Rousseau: „Im dłużej patrzę na akcję i reakcję sił natury, działających jedne na drugie, tym wyraźniej widzę, że cofając się tak od przyczyny do przyczyny musimy w końcu przyjąć jakąś pierwszą przyczynę, jakąś ogólną wolę, gdyż uznać ciąg przyczyn nieskończony – to tyle, co nie przyjąć żadnej (...) Wierzę więc, że jakaś potężna wola porusza świat i ożywia przyrodę (...) Działać, porównywać i wybierać – wszystko to są funkcje istoty czynnej i myślącej, a więc taka istota istnieje! Lecz pytasz, gdzie ona? Nie tylko w płynących obłokach, nie tylko w gwiazdach, które świecą nad nami, lecz wszędzie: we mnie samym, w owcy pasącej się na łące, we fruwającym ptaszku, w spadającym kamieniu, w listku miotanym przez wiatr (...) Cóż za niedorzeczny pomysł wyprowadzać harmonię natury ze ślepego mechanizmu materii poruszanej przez ślepy traf! (...) Czegokolwiek by nie mówiono, nie potrafię zrozumieć systemu świata, tak doskonale urządzonego, inaczej niż przyjmując Rozum, który nim rządzi! Nie ode mnie bowiem zależy, że nie mogę uwierzyć, aby np. materia bierna, martwa, mogła zrodzić istoty żywe i czujące; ażeby ślepy traf mógł stworzyć istoty rozumne i żeby od tego, co nie myśli, mogło pochodzić to, co myśli"[3].
BÓG A NAUKI EMPIRYCZNE Człowiek współczesny apoteozuje nauki
empiryczne, nie biorąc pod uwagę ich ograniczeń. Postawa ta, błędna i
szkodliwa, bywa przyczyną odejścia od Boga. Im większe mistrzostwo osiągamy
w jednej dziedzinie, im więcej poświęcamy jej czasu, tym łatwiej
zaniedbujemy inne. Religia zaczyna schodzić na drugi plan i przestaje
stanowić domenę badań naukowych. Wszystkie, nawet najbardziej rozbieżne
zjawiska zaczynają być interpretowane w takich samych kategoriach.
Empirycy interesują się wyłącznie swoimi wąskimi specjalnościami, na
których skupili całą uwagę. Nie są w stanie wyobrazić sobie, że
istnieje coś poza światem materialnym, gdzie przeprowadzają swoje
eksperymenty. Ich narzędziami badawczymi są kategorie fizyczne, toteż
akceptują wyłącznie te dziedziny wiedzy, w których możliwa jest
kwantyfikacja. Nauki empiryczne zajmują się najróżniejszymi zjawiskami
– od nieskończenie wielkich do nieskończenie małych. Jednakże nie są
w stanie badać związku między Bogiem a światem. Pojęcia fizyczne nie
nadają się do opisywania tego, co metafizyczne. Boga nie można obejrzeć
pod mikroskopem! Stworzyciel czasoprzestrzennego kontinuum materii
istnieje poza materią, przestrzenią i czasem. Nie sposób sprowadzić Go
do tego, co stanowi formę bytu wszechświata. Wiadomo, że zażycie lekarstwa wpływa
zawsze na metabolizm chorego. Kiedy pacjent pyta lekarza o działanie
leku, ten odpowiada mu w kategoriach zrozumiałych dla laika i nie posługuje
się zawiłą terminologią biochemiczną. Jeśli ktoś twierdzi, że Bóg
zna rozwiązanie danego problemu medycznego, mówi prawdę, lecz nie posługuje
się językiem nauk przyrodniczych. W medycynie obowiązuje język
medycyny. Każda nauka wypracowała własną terminologię odnoszącą się
do ściśle określonego zakresu zagadnień. Własną terminologię
wypracowała także teozofia. Empirycy zajmują się zawsze wybraną
dziedziną problemów, a wycinkowe studia naukowe, nie związane z całościowymi
studiami nad ideą Boga, budzą w nich sceptycyzm co do istnienia Stwórcy,
ponieważ zapominają oni, że świadomie ograniczyli się do małego
skrawka rzeczywistości. Wszystkie nauki empiryczne prowadzą
ponadto do wyników materialnych, które można stosować w praktyce.
Ludzie korzystający z owych wyników uważają je za rzeczywiste i
namacalne, są przeto sceptycznie nastawieni do idei szerszych, których
związek z codziennością jest mniej uchwytny. Każda dziedzina
przyrodoznawstwa otoczyła się nieprzebytym murem, wewnątrz którego
jest ogromnie skuteczna, co z natury rzecz y budzi zaufanie do jej
rezultatów. Nasz światopogląd ulega nieświadomie wpływom nauk
empirycznych, tak że zapominamy o kwestiach metafizycznych i
egzystencjalnych. Jeżeli człowiek nie ma głębokiej i niezłomnej
wiary, zbacza ze ścieżki tych, co poznali Boga. Staje się sceptykiem.
Akceptuje wyłącznie prawdy naukowe, odrzuca zaś wszystko to, czego
przyrodoznawcy nie potrafią ani nawet nie próbują dowieść. W ten sposób
zaniedbuje duchowe źródła wiary. Przestaje interesować się problemami
, które są immanentnie związane z religią i nie dają się rozwiązać
na drodze empirycznej. Przyzwyczaiwszy się do ścisłej terminologii
naukowej, zaczyna lekceważyć kwestie religijne, jako zbyt banalne. Jest to wielki błąd. Przyrodoznawstwo
wyraża swoje odkrycia za pomocą skomplikowanych formuł, jednakże kiedy
odkrycia te zostaną przełożone na język życia codziennego, one także
wydają się proste. Lekarze badający dany przypadek posługują
się ścisłymi terminami medycznymi, kiedy jednak mają powiedzieć
pacjentowi, co mu dolega i jak powinien ratować zdrowie, mówią językiem
zrozumiałym dla laika. „Proszę zażywać przepisane pigułki, unikać
tłuszczu w swojej diecie i wypoczywać przez kilka dni.” Rozsądny
lekarz nie informuje pacjenta o wzorze chemicznym leku ani o jego wpływie
na metabolizm ustroju i określa tylko podstawowe elementy kuracji. W dzisiejszych czasach wszyscy korzystamy z
telefonu i radia. Wynalazki te weszły na stałe do życia codziennego.
Zasady posługiwania się nimi wyjaśnia się użytkownikom jak
najprostszym językiem, pomijając niepotrzebne zawiłości techniczne, którymi
zajmują się wyłącznie laboratoria i instytuty naukowe projektujące
urządzenia telekomunikacyjne. Wynika stąd, że przyrodoznawcy mylą się,
odrzucając prawdy religijne tylko dlatego, że nie są one wyrażane za
pomocą zawiłych formuł matematycznych. To, że zasady wiary można
przekazać językiem potocznym, który jest zrozumiały dla każdego,
stanowi w istocie powód do chwały religii. Ponadto, gdyby podstawowe prawdy religii
dawały się odkryć na drodze czysto rozumowej, nie potrzebni byliby
apostołowie ani prorocy. Ludzkość stworzyłaby religię sama, tak jak
stworzyła fizykę czy chemię. Nie możemy jak dotąd twierdzić, że zgłębiliśmy
wszystkie sekrety stworzenia. Ludzkość nieustannie kroczy naprzód, toteż
musi raz po raz korygować swoje błędy. Pozostały nam jeszcze
niezliczone zagadki dotyczące przyrody. Zastanówmy się teraz nad podstawami
metodologii nauk empirycznych. Czy istnieją problemy, którymi
przyrodoznawstwo nie ma prawa się zajmować? Jest oczywiste, że empiria ogranicza się
do odkrywania prawideł rządzących światem materii. Naukowcy prowadzą
obserwacje konkretnych zjawisk, formułują hipotezy na ich temat, a następnie
sprawdzają owe hipotezy za pomocą doświadczeń oraz logicznego
rozumowania. Przedmiotem badań przyrodoznawców jest wszechświat
materialny – od niewyobrażalnie małych cząstek elementarnych do
niewiarygodnie wielkich metagalaktyk – toteż ich odkrycia mają
charakter obiektywny. Jeśli dobrze opisują one otaczającą nas
rzeczywistość, zostają zaakceptowane; jeśli nie, ulegają odrzuceniu.
Głównym środkiem weryfikacji twierdzeń głoszonych przez nauki
empiryczne jest eksperyment. Jakaż dziedzina empirii jest w stanie zgłębić naturę wiary? Czyż istnieje eksperyment, który zdołałby dowieść istnienia bądź nieistnienia Boga? Nauki przyrodnicze nie mają w istocie żadnego związku z religią. Ponieważ zajmują się naturą, nie mogą głosić żadnych opinii o Stwórcy, ani pozytywnych, ani negatywnych. Wszystkie religie objawione, to znaczy judaizm, chrześcijaństwo i islam, nauczają, że Bóg nie jest bytem materialnym. Nie da się go poznać zmysłami. Nie mieści się on w kontinuum czasoprzestrzennym. Stworzyciel jest całkowicie samowystarczalny i nie potrzebuje niczego. co znajduje się poza Nim. Kiedy mowa o Bogu i Jego atrybutach, nieprzydatna okazuje się cała ogromna wiedza zebrana przez nauki empiryczne. Bóg nie jest zjawiskiem naturalnym, toteż nie można opracować eksperymentu, który zdołałby zweryfikować hipotezę na Jego temat. Przyrodoznawca odrzucający Go na podstawie wyników swoich badań łamie zasady metodologiczne nauki. Dowodzi w ten sposób, iż jest ignorantem, nauka bowiem nie zna nawet podstaw wiedzy o Bogu. Człowiek, który przeczy istnieniu Stwórcy wskutek fascynacji naukami przyrodniczymi, postępuje nielogicznie. George Lister w swojej książce Introduction to Philosophical Principles pisze: "Nie można wyobrazić sobie niczego, co nie zajmuje przestrzeni ani czasu oraz nie podlega zmianie". Jest oczywiste, że zdanie to wypowiedział człowiek, który nie dostrzega niczego poza światem materialnym. Ludzie tego pokroju negują istnienie czegokolwiek, co wykracza poza naturę. Uczciwy empiryk może stwierdzić co najwyżej: "To, co metafizyczne, znajduje się poza sferą moich zainteresowań badawczych, więc się na ten temat nie wypowiadam. Ani tego nie odrzucam, ani potwierdzam". Nie ośmiela się głosić żadnych poglądów idących dalej. Przyrodoznawca, który ogranicza się do świata materii i posługuje się eksperymentami, nie ma prawa twierdzić, iż nie istnieją byty niedostępne poznaniu empirycznemu. Jeśli to twierdzi, nie jest to owocem badań, lecz wynika z jego widzimisię. Bóg, jakiego mógłby poznać przyrodoznawca, Bóg pojmowany w kategoriach sprawczej siły materialnej - nie jest dla ludzi wierzących Bogiem.
Problem
akceptacji niewidzialnego bytu dotyczy również rzeczywistości innych niż
Bóg. Jeden Bóg, którego chwałę głosili prorocy i święci, jest absolutny, niedostrzegalny, wieczny, transcendentny i wszechobecny, choć nie znajduje się w żadnym konkretnym miejscu. Nie można Go zobaczyć, dotknąć ani usłyszeć. Trudno wyobrazić sobie Istotę, która na charakter niematerialny i istnieje poza sferą poznania empirycznego. To, co trudno sobie uzmysłowić, ulega często beztroskiemu odrzuceniu. Ateiści i sceptycy pytają: "Skoro Bóg istnieje, to czemu nie można Go zobaczyć?" Kiedy przyrodoznawca nie jest w stanie określić natury danego zjawiska lub opisać go w kategoriach naukowych, nie ma prawa go odrzucać, dopóki nie opracuje ścisłego eksperymentu, który dowiedzie jego nieistnienia. Do tego czasu problem pozostaje z konieczności otwarty. Czyż wszystkie byty, które uznajemy za rzeczywiste, są przedmiotem naszej percepcji? Czyż to, że Bóg jest niedostępny dla zmysłów, a Jego atrybuty wymykają się poznaniu empirycznemu, stanowi dowód Jego nieistnienia? Materialiści dobrze wiedzą, iż religie objawione opierają się na faktach niemożliwych do zweryfikowania zmysłami. Wszak nawet świat materialny pełen jest faktów, które nie podlegają bezpośredniemu oglądowi. Współczesna fizyka odkryła liczne takie obiekty, od niewyobrażalnie wielkich metagalaktyk poczynając, a na niewyobrażalnie małych hadronach i kwarkach kończąc. Fizycy zajmują się między innymi problemem przemiany masy w energię. Wszystkie ciała materialne przekazują sobie energię, zmieniając przy tym swoją postać, jak choćby w przypadku płonącego drewna. Jednakże owej energii, która stanowi jeden z podstawowych elementów stworzenia, nie da się zobaczyć, gdyż jest ona tylko kategorią fizyczną. Elektryczność odgrywa ogromna rolę w nauce, rozwoju kultury i życiu codziennym. Mimo to elektryczności nie widział nigdy żaden fizyk, ponieważ jest to abstrakcyjne pojęcie modelujące zjawiska rzeczowe. O jej istnieniu przekonują nas dopiero jej skutki w postaci płonącej żarówki lub wyników eksperymentu naukowego. Dopóki Izaak Newton nie odkrył prawa powszechnego ciążenia, nie wiedziano o wzajemnym przyciąganiu ciał. Grawitacji nie widać, toteż nie podejrzewano, że w przyrodzie działa taka siła. Jednakże od epoki Newtona prawo powszechnego ciążenia weszło na stałe do arsenału fizyki i jest wykorzystywane praktycznie przy planowaniu lotów kosmicznych. A przecież Newton nigdy nie widział siły, którą tak dokładnie zdefiniował! Opracował jej koncepcję dopiero wtedy, gdy jego uwagę zwróciło spadające z drzewa jabłko. Fizycy stwierdzili, ze światło słoneczne składa się z fal o wszystkich możliwych długościach. Światło to daje się rozszczepić za pomocą pryzmatu, tak że powstaje widmo stanowiące wstęgę barw przechodzących w sposób ciągły jedna w drugą od fioletu do czerwieni, przy czym każdej barwie odpowiada określona długość fali, od ok. 0,4 dla fioletu do ok. 0.76 dla czerwieni. Jednakże poza owymi pasmami rozciąga się obszar promieni nadfioletowych i podczerwonych, których oko ludzkie nie rejestruje. Otaczające nas powietrze ma ogromny ciężar. Ciśnienie, jakie wywiera na nasze ciało, równa się szesnastu tonom. Ponieważ ciśnienie panujące wewnątrz ciała ludzkiego jest takie samo, nie odczuwamy z tego powodu żadnych przykrości. Przed epoką Galileusza (1564-1642) i Blaise'a Pascala (1623-1662) nie wiedziano o owych faktach, gdyż zmysły nic nam o nich nie mówią. Dopiero obserwacje zmian ciśnienia na różnych wysokościach doprowadziły do opracowania hipotezy, że powietrze ma swój ciężar, co potwierdzono później eksperymentalnie [4]. Nie można bezpośrednio dostrzec nawet tych kategorii fizycznych, które odkryto za pomocą eksperymentów o charakterze praktycznym. Fale radiowe rozchodzą się stale we wszystkich kierunkach, a mimo to nie widać ich. Grawitacja działa na każdy obiekt posiadający masę, lecz nie daje się jak dotąd zdefiniować, a cóż dopiero zobaczyć. Rola przyrodoznawstwa polega na abstrakcyjnym modelowaniu rzeczywistości materialnej i formułowaniu praw nią rządzących. Geologia, nauka o budowie i dziejach Ziemi, zajmuje się przemianami, jakimi na przestrzeniu milionów lat podlegała skorupa naszej planety. Badając naturę najrozmaitszych procesów geologicznych, naukowcy są w stanie opisać genezę oceanów, formowanie się łańcuchów górskich oraz ruchy płyt kontynentalnych. I choć żaden żyjący człowiek nie był świadkiem wydarzeń, o których wypowiadają się z przekonaniem geolodzy, nikt nie wątpi w prawdziwość ich odkryć. Pojęcia ogólne, jak piękno, miłość, nienawiść, wrogość, wiedza, istnieją w pewien specyficzny sposób, którego nie można bliżej sprecyzować. Mimo to uznajemy je za rzeczywiste. Człowiek nie kwestionuje realności swojej wiedzy, składającej się z prawd o charakterze abstrakcyjnym. Jest także świadomy własnego "ja", choć nikt owego "ja" nie wiedział. Istnienia cudzej psychiki można się domyślać obserwując tylko cudze działanie. Czyż to, że pojęcia te nie są dostępne poznaniu zmysłowemu i nie dają się dokładnie zdefiniować, dowodzi, iż są one fikcją? Ateiści wyobrażają sobie, ze Bóg nie może być niczym innym tylko bytem materialnym, fizycznie obecnym w czasie i przestrzeni. Uważają, iż skoro Stwórca nie posiada ciała, nie można zaakceptować Jego istnienia. Są to jednak wyobrażenia bałwochwalców i czcicieli obrazów. Ateiści zaślepieni i niezdolni do racjonalnego myślenia, sądzą, że Bóg może istnieć jedynie jako element świata materialnego, jako obiekt widzialny. Ograniczają się ponadto do percepcji zmysłowej, którą uważają za najpewniejsze i najdokładniejsze narzędzie poznania, zapominając, ze problemy naukowe oraz filozoficzne należy rozwiązywać w oparciu o inne metody. Ich poglądy są jak najbardziej fałszywe. Percepcja zmysłowa nie obejmuje wszystkich bytów dostępnych poznaniu. Wzrok, który dostarcza wiarygodnych informacji o pewnych aspektach rzeczywistości, zawodzi w przypadku innych. Podręczniki psychologii poświęcają wiele miejsca niedoskonałościom percepcji zmysłowej, wśród nich złudzeniom optycznym. Systematyczne barwne figury ukazujące się w kalejdoskopie nie istnieją naprawdę, lecz stanowią efekt wielokrotnego odbicia światła od kilku lusterek. Złudzenie ruchu na ekranie kinowym powstaje dlatego, iż oko ludzkie nie jest w stanie wyodrębnić zbyt szybko zmieniających się klatek filmu, które pozornie nakładają się na siebie. Zdolność zmysłu dotyku można łatwo zademonstrować za pomocą prostego eksperymentu. Wziąwszy trzy duże miski z gorąca, letnią i zimną wodą, należy zanurzyć prawą dłoń w wodzie gorącej, lewą zaś w zimnej. Potrzymawszy je tam przez chwilę, trzeba wyjąć je jednocześnie, a następnie włożyć do wody o temperaturze pokojowej. Zachodzi wówczas zdumiewające zjawisko: podmiot doświadczenia doznaje dwóch sprzecznych wrażeń naraz. Woda o temperaturze pokojowej ziębi dłoń wyjętą z wody gorącej, a grzeje dłoń wyjętą z wody zimnej, wydając się jednocześnie zimna i gorąca. Informacje przekazywane do mózgu przez receptory dotykowe kłócą się z zasadami logiki. ciecz w jednym naczyniu może mieć tylko jedną temperaturę. Wrażenia odbierane przez dłonie zalezą od uprzednio działających bodźców, toteż zostają skorygowane przez umysł. Wynika stąd, że percepcja zmysłowa musi podlegać kontroli rozumu, który jest najpewniejszym narzędziem poznania. Jak widać, percepcja zmysłowa, pomimo swojej wielkiej przydatności praktycznej, nie ma charakteru obiektywnego. Ludzie polegający wyłącznie na zmysłach nie rozwiążą nigdy zagadek bytu. Camille Flammarion pisze w książce Tajemnice śmierci: "Ludzie trawią życie w ignorancji, nie zdając sobie sprawy, że fizyczny kształt naszych doznań nie ma nic wspólnego z prawdą i że zmysły zwodzą nas na każdym kroku. Do Prawdy zbliża nas wyłącznie rozum przestrzegający zasady logiki". Współczesne przyrodoznawstwo przedstawia niepodważalne dowody, iż istnieją obiekty fizyczne niedostępne bezpośredniemu poznaniu zmysłowemu, jak na przykład atom, molekuły czy fale elektromagnetyczne. Nie wykluczone tedy, że otaczający nas świat składa się nie tylko z materii, lecz także z bytów mających charakter pozazmysłowy. Nie można przeczyć istnieniu czegoś, czego nie jesteśmy w stanie zobaczyć ani dotknąć, ponieważ z faktu, iż dany obiekt nie podlega percepcji zmysłowej, nie wynika automatycznie, że nie istnieje. Zmysły nie mówią wszystkiego o rzeczywistości, a często zwodzą nas i oszukują. Nie wolno zatem sądzić, iż prawda sprowadza się do tego, co postrzegalne. Należy uznać coś wręcz przeciwnego i dopuścić możliwość istnienia materii, których nie jesteśmy w stanie poznać zmysłami. Przed odkryciem mikrobów także nie wyobrażano sobie, ze w nas samych i wokół nas istnieją miliardy bakterii i że ciało każdego człowieka to pole walki między drobnoustrojami. Wniosek brzmi następująco: percepcja zmysłowa nie wystarcza do rozwiązania zagadki istnienia, a prawdę o naturze wszechświata, w którym żyjemy, możemy poznać tylko dzięki rozumowi.
POWODY SZERZENIA SIĘ MATERIALIZMU Religijność nie jest w naszym mniemaniu
cechą nabytą, lecz wynika z samej natury człowieka. Wiara w Boga i cześć
dla Niego stanowią najpierwotniejsze, najgłębiej zakorzenione elementy
psychiki każdego z nas. Materializm przeciwstawia się wrodzonym
instynktom natury ludzkiej, toteż tracić czas na roztrząsanie
kwestii:” Skąd się wzięła religia?” psychologowie winni się
zastanowić nad tym, jak doszło tego, że powstał materializm. Materialiści utrzymują, iż ich poglądy
stanowią bezpośredni skutek rozwoju nauki i filozofii w osiemnastym i
dziewiętnastym stuleciu ery chrześcijańskiej. Zapominają, że
materializm istniał w każdej, nawet najodleglejszej epoce
- we wszystkich klasach społecznych, wśród intelektualistów i
analfabetów, wśród ludzi oświeconych i dzikich, mądrych i głupich.
Dzisiaj, w epoce tryumfu nauk przyrodniczych, we wszystkich warstwach społecznych
spotyka się ludzi, zarówno wykształconych, jak i prostych, którzy hołdują
poglądom metafizycznym i są przekonani o istnieniu Boga. Gdyby materialiści
mieli rację, wiedza łączyłaby się automatycznie z ateizmem.
Rzeczywistość wygląda jednak całkiem inaczej. Najwięksi uczeni bywają
ludźmi najgłębiej wierzącymi. „Nauka tryumfuje! Bóg umarł! – wołają
materialiści. – Ich poglądy są prostackie! Nienaukowe!
Bezpodstawne!” Kryje się za tym półprawda, że w naszej epoce rozwikłano
wszystkie zagadki wszechświata. Mamy tu także do czynienia z błędnym
założeniem: „ Wiara w Boga bierze się z ignorancji i strachu przed
nieznanym”. W istocie rzeczy nowe odkrycia nauk
przyrodniczych są witane z
radością przez ludzi pobożnych, gdyż umacniają ich wiarę. Źródłem
czci dla Boga jest podziw dla jego dzieła. Im więcej wiadomo o złożoności
wszechświata i jego funkcjonowaniu, tym głębszy staje się szacunek dla
Stworzyciela. Świadomość cudów łańcucha przyczyn każe nam się
ukorzyć przed Praprzyczyną. Horyzonty nauki były do niedawna bardzo
ograniczone, a człowiek nie miał pojęcia o złożoności otaczającej
go przyrody. Dzisiaj odkrycia następują jedno za drugim i dowiadujemy się
na przykład, że ciało ludzkie składa się z dziesięciu milionów
miliardów (1016) komórek. Dzięki owym odkryciom pojmujemy
wspaniałość stworzenia lepiej niż jakakolwiek wcześniejsza epoka. Czyż uznanie Praprzyczyny, której
sprawczy rozkaz dał początek łańcuchowi przyczyn, nie jest nieuniknioną
konsekwencją wiedzy o mechanizmach rządzących naturą? Gdzież logika w
twierdzeniu, że wierzą w Boga tylko ignoranci? Czyż naukowiec, który
pojmuje rozliczne czynniki determinujące stopniowe doskonalenie się
przyrody ożywionej i nieożywionej, który rozumie precyzyjne zasady,
jakie rządzą każdą zmianą w otaczającym nas świecie, miałby
uwierzyć, że te cudowne prawidła i przedziwne współzależności wyłoniły
się przypadkowo z bezrozumnej materii? Czyż odkrycia nauki prowadzą do
wniosku, iż niesłychana komplikacja stworzenia jest wynikiem ślepego
trafu?! Dokładniejsze studia wykazują, że
materializm zakorzenił się w Europie wskutek pewnych uwarunkowań
historycznych. Są to między innymi błędy popełnione przez kościół.
Na początku odrodzenia zwierzchnicy Kościoła zbyt surowo odnosili się
do zwolenników nauk świeckich. Wzięło się to stąd, iż kościół
– oprócz doktryn często religijnych – odziedziczył po filozofii
starożytnej błędne p[oglądy na budowę Systemu Słonecznego, a
kwestionowanie geocentryzmu uważał za równie heretyckie jak odrzucania
dogmatów wiary. Jednakże nastąpił przewrót Kopernikański i głoszone
wcześniej teorie kosmogoniczne zostały raz na zawsze obalone. Badacze hołdujący
teoriom potępionym przez Kościół odwracali się z odrazą od
zinstytucjonowanych form religii i posunęli się nawet do tego, że
odrzucili samą wiarę. Ażeby zdławić rewolucję naukową, Kościół
sięgnął po broń klątwy, a w sercach ekskomunikowanych narastało
pragnienie zemsty. Uczeni ulegli emocjom i przestali dążyć do prawdy, a
zamiast tego „ wylali dziecko razem z kąpielą” – odrzucili nie
tylko instytucje, które utrzymywały, że stoją po stronie Boga, ale i
samego Boga. Szukanie zemsty na duchownych to jedno. Bunt przeciwko Stwórcy
to coś zupełnie innego. Tego niektórzy uczeni nie pojmowali, choć jest
oczywiste, iż zemsta nie ma charakteru racjonalnego ani naukowego. W
poszukiwaniach intelektualnych nie ma bowiem mowy na emocje. Po drugie, Kościół popularyzuję religię
za pomocą antropomorficznych i materialistycznych przedstawień Boga,
wykorzystywanych do katechizacji dzieci i młodzieży. Jednakże młodzi
ludzie uświadamiają sobie, gdy dorosną, że owe podobizny są
niedorzeczne, nienaukowe i fałszywe. W ten sposób błędne metody
katechetyczne Kościoła prowadzą do tego, że młodzi ludzie schodzą na
manowce materializmu. Zapominają oni, że możne podać racjonalne i w pełni
obiektywne dowody istnienia Boga. Antropomorficzne obrazy Stwórcy
stosowane przez Kościół wyrządzają tedy ogromną szkodę całej
ludzkości. Walter Oscar Lundberg, fizjolog i biochemik amerykański, pisze: "Sceptycyzm ludzi nauki w odniesieniu
do Boga ma wiele różnych źródeł. Po pierwsze, lojalność wobec państwa
lub innych instytucji bierze górę z przyczyn politycznych, społecznych
lub nacjonalistycznych. Po drugie, światopogląd każdego pokolenia zależy
zawsze od z góry przyjętych założeń, tak że myśl ludzka nie jest
nigdy zupełnie swobodna, lecz w różnym stopniu uwarunkowana okolicznościami,
środowiskiem i duchem epoki. Po trzecie, kościoły chrześcijańskie
powołują się na werset biblijny: „ Stworzył więc Bóg człowieka na
swój obraz „ i katechizują dzieci za pomocą antropomorficznych i
materialistycznych podobizn Boga. Jednakże kiedy dzieci dorastają,
dochodzą do wniosku, iż koncepcja Boga podobnego do człowieka jest
niedorzeczna i nienaukowa. Młodzież, nie mogąc pogodzić swoich wyobrażeń
z dzieciństwa ze współczesną wiedzą, odchodzi od Boga całkowicie.
Nie potrafi określić na nowo pojęcia
Stwórcy w kategoriach naukowych i racjonalnych, lecz odrzuca wszystko, co
wiąże się z religią" [5]. Czwarty czynnik to nawoływanie do ascezy i
celibatu. W skład natury ludzkiej wchodzą pewne instynkty dane od Boga.
Mają one swój cel i są nieodłączną
częścią stworzenia. Nie wolno stawać się ich ślepym
niewolnikiem, lecz nie wolno także zamykać
na nie oczu i wyrzekać się ich. Żadnego instynktu naturalnego nie da się
zignorować, toteż absurdem jest propagowanie całkowitej wstrzemięźliwości
płciowej. Człowiek powinien zdać sobie sprawę ze swoich skłonności,
a następnie pokierować nimi w sposób wyważony i rozumny. Jeśli potępia
się instynkty naturalne w imię Boga i religii, jeśli uświęca się
klasztorny celibat, jeśli oczernia się stan małżeński ( choć
przetrwanie gatunku ludzkiego zależy wszak od zakładania rodziny ), jeśli
głosi się kult ubóstwa oraz twierdzi, iż człowiek winien wyrzec się
świata, by szukać szczęścia w życiu przyszłym, popełnia się
tragiczny błąd i popada w
straszliwą herezję. Religia powinna uznać naturalne instynkty człowieka,
ulepszać je i kierować nimi, nie zaś przeczyć ich istnieniu i próbować
je zniszczyć. Duchowe i fizyczne elementy natury ludzkiej należy
utrzymywać w doskonałej równowadze, gdyż są one również ważne i
nie mogą ze sobą współzawodniczyć. Dopiero gdy ulegną syntezie, życie
człowieka staje się szczęśliwe, harmonijne i naturalne. Nie ma
sprzeczności między pomyślnością w życiu doczesnym a szczęściem w
życiu przyszłym. Błędne nauki kaznodziejów chrześcijańskich, którzy
głosili, że człowiek musi wybrać pomiędzy ziemią a niebem,
doprowadziły do buntu przeciwko religii. Nietrudno zrozumieć, dlaczego
tylu ludzi odrzuciło doktrynę obiecującą szczęście w niebie, a
jednocześnie nakłaniającą do uległości wobec bezwzględnego wyzysku
ze strony klasy, która nie miała najmniejszej ochoty wyrzekać się
uciech doczesnych. Owa fałszywa doktryna, negująca naturalne instynkty
człowieka, stała się przyczyną krzewienia materializmu i bankructwa
religii. Gdzież jednak leży prawda? Nie ulega wątpliwości, że grzechy
takie jak hazard, pijaństwo czy rozpusta stanowią źródło straszliwych
cierpień. Religia potępia owe wynaturzenia, gdyż niszczą one ziemskie
szczęście. Unieszczęśliwiają nie tylko samych grzeszników, lecz także
ich przyjaciół i bliskich. To nieprawda, że człowiek stoi wobec wyboru
miedzy szczęściem doczesnym a szczęściem w życiu przyszłym. Żywot
wieczny zaczyna się już tu, na ziemi, stanowiąc harmonijne połączenie
radości ziemskich i niebiańskich. Islam wyróżnia pięć kategorii etycznych
odnoszących się do ludzkich działań. Pierwszą i najważniejsza z nich
są obowiązki, które ciążą na każdym człowieku. Są to między
innymi cześć dla Boga, dobre uczynki oraz skromność. Nie mają one na
celu szczęścia doczesnego, chociaż stanowią w istocie jego źródło.
Obowiązki te wypełnia się dla siebie i dla Boga, ponieważ wyrażają
kwintesencję natury ludzkiej stworzonej przez Boga. Przestrzega się ich
nie dlatego, by doznać przyjemności zmysłowej. Cześć dla Stwórcy to
siła duchowa, która oczyszcza wewnętrznie i nadaje człowiekowi wymiar
prawdziwie ludzki. Nie ma wtedy sprzeczności miedzy moralnością a życiem
codziennym, albowiem przestrzeganie norm etycznych jest źródłem szczęścia. Jednakże Bertrand Russell i podobni mu myśliciele
wystąpili przeciwko Bogu, gdyż uznali za prawdziwe błędne teorie głoszące
coś wręcz przeciwnego. Russell pisze: „ Doktryna Kościoła skazuje człowieka
na nieuniknione cierpienie. Albo świadomie wyrzeknie się on tego świata,
by uzyskać zadośćuczynienie w niebie, albo musi zrezygnować z radości
życia wiecznego, by tarzać się w Lukullusowym zbytku doczesności”. Russell całkowicie się myli. Prawdziwa
religia nie naucza, że człowiek jest skazany na cierpienie. Boża łaska
i moc nie mają granic. Nie da się wyczerpać miłosierdzia Stwórcy.
Pragnie On, by wszyscy Jego słudzy cieszyli się w pełni zarówno życiem
doczesnym, jak i przyszłym. Do materializmu prowadzi ponadto rozwiązłość oraz nieokiełznana swoboda obyczajowa. Z drugiej strony są one także skutkiem materializmu, gdyż postępowanie człowieka zależy od jego poglądów. Natomiast wiara w Boga udoskonala duszę ludzką, przenosząc ją w krainę czystości, zdrowia moralnego i światła.
[1] - Wspominając jednego z proroków lub imamów Boga należy według tradycji islamu wygłosić arabską formułę alayhi al-salam ("pokój z nim"). [2] - Myśli, 481. Przekład T. Boya-Żeleńskiego. [3] - Emil, czyli o wychowaniu. Księga czwarta. Przekład E. Zielińskiego. [4] - Czwarty imam 'Ali ibn al-Husajn Zajn al-Abidin as-Sadżdżad (as) wspomina o tym jednak w pięćdziesiątej piątej litanii drugiego tomu swoich dzieł:
[5] - The Evidence of God in an Expanding Universe, str. 60. Eseje czterdziestu wybitnych naukowców zebrane przez Johna Clovera Monsuma'a. |
|
|